20 kwietnia 2017

Malta

Zapraszam Was na przepiękną Maltę, gdzie spędziłam ostatnio kilka niezapomnianych dni.  Pogoda dopisała, słońce świeciło, temperatura w dzień z łatwością pokonywała 20 stopni Celsjusza.
Jeśli chcecie dowiedzieć się czegoś o codziennym życiu na Malcie zapraszam do Biny.
W ciągu czterech dni zwiedziłam Valettę, widziałam maltańskie klify, piaszczyste plaże w kolorze ochry, okazałe kościoły, wybrałam się do Mdiny a także na sąsiednią wyspę Gozo, o której napiszę w następnym poście.
Oprócz urzekających widoków największe wrażenie zrobiły na mnie maltańskie...balkony. Brzmi to trochę dziwnie, prawda? Wszystkie domy zbudowane są z jasnego kamienia, wąskie uliczki wspinają się lub opadają wprost do morza. I na tych domach piętrzą się kolorowe, zabudowane, wąskie balkony. Pięknie rzeźbione, zielone, czerwone, kremowe czy niebieskie wiszą nad uliczkami tworząc niezwykłą atmosferę.
Ich historia sięga XVII w. Budowane z sosnowego drewna stylem nawiązują do balkonów hiszpańskich. Te zaś ukształtowały się pod wpływami arabskimi. Budowane jako anex, zabudowane całkowicie w dolnej partii, w wyższej części skonstruowane są niczym rama okienna. Wyglądają jak  miniaturowe domki przyklejone do budynków.
Dla  kobiet muzułmańskich takie balkony " judasze" były jedyną możliwością bezpośredniego kontaktu ze światem zewnętrznym. 
Na katolickiej Malcie spełniały rolę loży teatralnej. Siedząc na balkonie można było uczestniczyć w życiu ulicy bez wychodzenia z domu. Można było również podglądać dyskretnie sąsiadów pozostając niezauważonym. 
Balkony spełniały też funkcję praktyczną. Zapewniały dopływ światła do mieszkań. Trzeba wspomnieć, że grubość murów jest w maltańskich domach imponująca, zabudowa gęsta, uliczki wąskie, więc przez małe okna wpada niewiele światła. Poza tym klimat jest bardzo wilgotny, dlatego suszenie prania na balkonach jest praktyką powszechnie stosowaną do dziś. 
Gdy w Wielki Piątek mieliśmy okazję oglądać procesję przechodzącą uliczkami Valetty widzieliśmy również wielu balkonowych obserwatorów, którzy wychylając się znajdowali się bezpośrednio nad procesją.
Pora na spacer uliczkami Valetty. Zapraszam!


Widok na część Valetty z jednego z nielicznych parków położonego tuż nad wodą.












Spacerując wzdłuż murów obronnych można cieszyć oczy widokiem sąsiednich miejscowości i pięknymi zatokami. 



Jak widzicie maltańskie balkony często przykuwały moją uwagą ;)






Skaliste wybrzeże Valetty dostarcza nie tylko pięknych widoków, ale również atrakcji w postaci fal rozbijających się o brzeg. 




DZIĘKUJĘ ZA ODWIEDZINY! ZA TYDZIEŃ  MALTAŃSKICH WRAŻEŃ CIĄG DALSZY.

ZAPRASZAM SERDECZNIE!


7 kwietnia 2017

Pomidory z mozzarellą inne niż zwykle

Dziś proponuję Wam przepis tak popularny i znany, że pewnie zastanawiacie się, o co chodzi... Ponieważ na wiosnę pomidory z mozzarellą wchodzą z hukiem do mojej kuchni postanowiłam ubrać je w nowe ciuszki ;) Przecież je się najpierw oczami, prawda? 
Wybrałam różnokolorowe pomidory. Są nie tylko piękne, ale każda odmiana trochę inaczej smakuje. Zwykłą mozzarellę przerobiłam na burratę, czyli delikatniejszą jej wersję. Wystarczy do tego pół litra mleka i kilka minut. Z listków bazylii, pestek pomidorów, oliwy i odrobiny octu balsamicznego zrobiłam sos, coś pomiędzy pesto a winegretem. Jeszcze tylko chrupiące orzeszki pinii i grzanki z chleba żytniego otarte ząbkiem czosnku i można zajadać!
Pora zatem na pomidorki bardziej sexy niż zwykle ;)

Składniki
na 2 porcje

3-4 pomidory różnych odmian
mozzarella
1/2 litra mleka
garść listków bazylii
2 łyżki oliwy
łyżeczka octu balsamicznego
2 łyżki uprażonych na suchej patelni orzeszków pinii
sól, pieprz

Przygotowanie

Mozzarellę wkładam do miski z mlekiem i rwę ją palcami na kilka części, zostawiam na kwadrans. 
Sparzam pomidory i obieram je ze skórki. Możecie oczywiście skórkę zostawić, wizualnie będzie to o wiele korzystniejsze, ale skórka niektórych pomidorów jest tak twarda, że postanowiłam się jej pozbyć.
Duże pomidory kroję w ósemki, mniejsze w szóstki a podłużny na ćwiartki. Nożem wycinam miąższ z pestkami. Powstają w ten sposób elementy przypominające płatki kwiatów.
Wkładam je do miseczki, skrapiam łyżką oliwy, odstawiam.
Połowę wykrojonych pestek pomidorowych, łyżkę oliwy, ocet i bazylię miksuję. Sos doprawiam solą i pieprzem.
Mozzarellę odsączam na sicie.
Z żytniego chleba robię grzanki w tosterze. Jeszcze ciepłe nacieram delikatnie surowym ząbkiem czosnku.
Nakładam. Na środku dużego, płaskiego talerza stawiam obręcz. Układam w niej płatki z pomidorów. Do środka wkładam zwinięte w kulkę kawałki domowej burraty. Polewam sosem, posypuję orzeszkami i odrobiną chrupiącej soli. Podaję.
Jak Wam się podoba moja wersja tej popularnej przystawki? 
Życzę frajdy podczas przygotowań i smacznego!








DZIĘKUJĘ ZA ODWIEDZINY I WSZYSTKIE KOMENTARZE! 
ZAPRASZAM PONOWNIE :))

31 marca 2017

Szparagi z marynowanym żółtkiem i grzankami

Choć pogoda wciąż kaprysi to wiosna coraz śmielej roztacza swe uroki. Drzewa kwitną i puszczają listki. Ta soczysta zieleń wkrada się też do mojej kuchni. Proponuję Wam dziś elegancką przystawkę z wiosennych szparagów. Macie ochotę zagrać w zielone? Zapraszam!


Składniki
na 2 porcje

pół pęczka szparagów ( 250gr)
oliwa
50 ml bulionu warzywnego
szczypta suszonego estragonu
garść mrożonego groszku 
łyżka soku z cytryny
pieprz

2 żółtka
100 ml oleju
duży ząbek czosnku

2 kromki żytniego chleba
2 plastry szynki serano

100 gr czarnych, drylowanych oliwek

Przygotowanie

Zaczynam od wysuszenia oliwek. Piekarnik nagrzewam do 150 stopni. Odsączone oliwki kładę na blasze i wstawiam na 2 i pół godziny do piekarnika. Wyjmuję, studzę i miksuję. Wsypuję do małego słoiczka. Tego wspaniałego, czarnego pudru wystarczy mi na pewien czas do posypywania różnych warzywnych dań.
Do małego garnuszka z grubym dnem wlewam olej, wyciskam ząbek czosnku i chwilę podgrzewam by olej się naaromatyzował. Wsypuję estragon, mieszam, wyłączam. Gdy olej przestygnie na tyle, że nie parzy w dłoń, ale nadal jest ciepły, wkładam do niego żółtka. Wyjmę je dopiero w momencie nakładania na talerze. Aromatyczny olej przeleję do małej buteleczki, wykorzystam go do smażenia. Nic się nie zmarnuje ;)
Wybieram kilka szparagów, obieram je i kładę na patelni skropionej oliwą. Lekko solę i podgrzewam na średnim ogniu. Czubkiem noża sprawdzam czy są ugotowane.
Resztę nieobranych szparagów kroję w małe kawałeczki, wrzucam do garnka, dodaję mrożony groszek, wlewam bulion i gotuję 10 minut. Przelewam wszystko do miksera ( szklany kielich do robienia koktajli nadaje się doskonale),  miksuję wszystko wlewając sok z cytryny. Przecieram następnie purée przez sito, doprawiam do smaku i odstawiam.
Chleb tostuję i kładą na nim kawałeczki szynki.
Nakładam. Z purée robię plamę na talerzu, delikatnie wyjmuję żółtka i kładę na wierzchu, posypuję szczyptą chrupiącej soli . Obok układam całe szparagi i grzanki. Posypuję pudrem z oliwek i podaję.
Smacznego!






DZIĘKUJĘ ZA WASZE MIŁE KOMENTARZE POD POPRZEDNIM POSTEM :))

DZIĘKUJĘ ZA ODWIEDZINY I ZAPRASZAM PONOWNIE!