Pokusiłam się o zrobienie makaronu. Ponieważ mam wspaniałą przystawkę do Kitchen Aid'a była to czysta przyjemność. Wykorzystałam mąkę pomidorową, dzięki której mój makaron nabrał rumieńców. Jeśli chcecie się pobawić w robienie makaronu oto przepis: na każde 100 gr mąki 1 jajko i łyżka oliwy. Ciasto najlepiej wymieszać wstępnie w mikserze a następnie wyrobić ręcznie uciskając nadgarstkami. Gdy jest elastyczne trzeba je przepuścić kilka razy przez maszynkę by otrzymać piękne i gładkie płaty ciasta, pokroić i wysuszyć.
Składniki
dla 4 osób
300 gr makaronu ( np. spaghetti)
100 gr liści młodego szpinaku
200 gr dużych, surowych krewetek (mrożonych)
4 ząbki czosnku
1/2 papryczki chili
garść pomidorków koktailowych
6 łyżek oliwy
sól, pieprz
Przygotowanie
Rozmrażam krewetki. Siekam drobno czosnek i chili. Płuczę szpinak i pomidorki, kroję je na połówki.
W dużym garnku gotuję wodę. Na dużej patelni rozgrzewam 2 łyżki oliwy, wrzucam czosnek i chili, nie rumienię. Wrzucam makaron ( taki świeży, domowy gotuje się 2-3 minuty). Na patelnię wrzucam krewetki. Gdy się zaróżowią wrzucam szpinak, lekko solę. Odcedzam makaron i natychmiast wrzucam go na patelnię. Dolewam 4 łyżki wody z gotowania makaronu i dodaję pomidorki. Mieszam, próbuję, doprawiam do smaku. Skrapiam jeszcze dwiema łyżkami oliwy i nakładam. Posypuję startym parmezanem.
Barcelona
Carcasonne
Danie główne
Deser
Lizbona
Londyn
Lyon
Malta
Marrakesz
Prowansja
Przystawka
Rome
Rzym
Salon Czekoladowy
abricots
ananas
arbuz
asperges
aubergine
avocat
avokado
bakłażan
banany
bataty
bettrave
biała czekolada
boeuf
brocoli
brokuły
brzoskwinie
burak
cacao
canard
carottes
cerise
chocolat
ciasto fillo
cielęcina
citrouille
concombre
coriandre
courgette
crevetes
cukinia
cytryna
czekolada
dessert
dynia
entrée
fasolka
feta
feuilles de brick
figi
figues
fillo
fraises
fruits
fruits de la passion
gingembre
granaty
griottes
gruszki
grzyby
imbir
indyk
jabłka
jagnięcina
jagody
jaja
kaczka
kalmary
kawa
kiwi
kokos
kolendra
kozi ser
krewetki
kruche ciasto
kurczak
kuskus
lentille
limonka
makaron
maliny
mango
marakuja
marchew
mascarpone
matcha
melon
morele
mule
myrtilles sauvages
naleśnik
noix de coco
ogórek
olives
oliwki
orange
orzechy
owoce
pak choy
papryka
patates douces
plat
podróże
poire
poisson
poivre vert
poivron
pomarańcze
pomidory
pomme de terre
pommes
porc
pory
potimarron
poulet
prunes
przegrzebki
pâtes
quinoa
riz
ryba
ryż
salade
sarrasin
sauge
saumon
sałata
sałatka
seler
seleri
soczewica
soupe
spacer
szałwia
szparagi
szpinak
tarta
tarte
thon
tomates
tosty
trawa cytrynowa
truskawki
tuńczyk
voyage
wieprzowina
wino
wiśnie
wołowina
zielony pieprz
ziemniaki
zupa
épinards
łosoś
śliwki
13 marca 2014
12 marca 2014
Zupa z pieczonych papryk
Uwielbiam pieczone papryki! Same się robią i wspaniale smakują, są pełne słodyczy i pachną tak przyjemnie...
Do mojej zupy wzięłam żółte i czerwone, ale zielone też się sprawdzają doskonale.
Składniki
dla 4 osób
3 żółte papryki
3 czerwone papryki
2 ząbki czosnku
kubek jogurtu greckiego
1 litr bulionu warzywnego
sól, biały pieprz, szczypta ostrej papryki
Przygotowanie
Poprzedniego dnia wieczorem piekę papryki. Opłukane i natarte oliwą wkładam do rozgrzanego do 200 stopni piekarnika na godzinę. Po tym czasie papryki są pomarszczone, miękkie a skórka tu i ówdzie jest przypalona.Tak powinno być. Prosto z piekarnika przekładam je do dużej miski i natychmiast szczelnie owijam folią spożywczą. Dzięki temu, gdy przestygną, będzie je bardzo łatwo obrać. Gdy są letnie, zdejmuję z nich skórkę pomagając sobie małym nożykiem. Wyrzucam ją podobnie jak pestki, zachowuję aromatyczny sos, który wycieka ze środka. Chowam do lodówki.
Oczywiście wszystko można przygotować jednego dnia, ja po prostu zatrudniłam piekarnik w czasie wieczornego oglądania filmu.
Następnego dnia wkładam papryki do dwóch garnków, dzieląc je kolorami. Do każdego wlewam pół litra bulionu warzywnego. Do czerwonych papryk dodaję ostrą papryczkę a do żółtych biały pieprz, próbuję, solę do smaku. Podgrzewam i miksuję. Następnie dodaję po ząbku czosnku przeciśniętego przez praskę i po pół kubka jogurtu greckiego. I to już wszystko. Jeśli nie chcecie mieć w zupie surowego czosnku możecie go upiec razem z paprykami. Najlepiej włożyć całe ząbki w łupinkach do piekarnika a po upieczeniu wycisnąć z łupinki miękki, aromatyczny środek.
Żeby nałożyć zupę tak jak na zdjęciach użyłam dwóch kubków. Nalałam do każdego zupę innego koloru i wlałam jednocześnie na talerz.
5 marca 2014
Mamuty, rum i czarne perły.
Siedzę przy stole. Przede mną kieliszek wina,kiełbaski w czterech smakach i piękny kawałek parmezanu. Właśnie wróciłam z Salon d'Agriculture czyli targów rolniczych.
Początkowo wcale się tam nie wybierałam. Cóż ciekawego może być w oglądaniu krów? Jest to jednak prawdziwe wydarzenie we Francji. Otwarcia dokonuje sam Prezydent. Za panowania poprzednika w ruch poszły jaja ( te kurze). Teraz rząd jest lewicowy i poprawny politycznie, odbyło się bez ekscesów, nuda. Podczas tych targów przyznawane są nagrody dla najlepszych produktów, takie znaki jakości. Aż połowa Francuzów kieruje się takimi wyróżnieniami kupując produkty spożywcze ( i wina). Targi te odwiedza 700 000 osób rocznie! Postanowiłam przyjrzeć się temu z bliska.
Od wyjścia z metra tłum zagęszczał się błyskawicznie. Po chwili sunęłam w lawinie ludzi. Sardynki w puszce mają więcej swobody. Takiego tłumu dawno już nie widziałam. Ochroniarz kierował ruchem przed ruchomymi schodami, kolejka do toalet liczyła jakieś 50 osób.
Salon zajmuje cały teren wystawowy w Port de Versailles, czyli 7 pawilonów! Jest nawet kolejka wożąca zwiedzających, zupełnie jak w Krynicy Morskiej.
Dzięki Binie, która pracowała na tych targach, wiedziałam gdzie się kierować bez zbędnych ceregieli. Nie weszłam do pawilonu z najnowszymi maszynami rolniczymi. Nowe metody udoju krów też pozostały mi obojętne. Do pawilonu z końmi wolałam nie wchodzić by nie straszyć tych płochliwych zwierząt ( sama też się ich boję odkąd wylądowałam na glebie jak wór kartofli podczas nauki jazdy). Odpuściłam sobie kury, psy i kotki. Konsekwentnie brnęłam do najbardziej oddalonego pawilonu, gdzie na dwóch piętrach rozsiadły się stoiska z regionalnymi specjałami z Francji o okolic, jak powiedziałby Francuz, czyli z całego świata. Byli nasi bracia Węgrzy z salami i tokajem, ale Polaków zabrakło, smutno. Na każdym stoisku można było czegoś spróbować, choć nie zawsze za darmo. Znalazło się miejsce dla baru piwnego, barów z ostrygami, naleśnikami, bananami z Martyniki i rumem z Guadalupy, serami z Normandii, miodem i szynką suszoną z Krainy Basków, kaczymi wyrobami z południowo-zachodniej Francji kozimi serami z dorzecza Loary i wiele, wiele innych. Były też stoiska z...perłami! Zjeść się tego nie dało, ale za niecałe 300 euro można było ozdobić palec piękną, czarną perłą. Królowało oczywiście jedzenie, było go w bród! Na stoisku z Guadalupy skosztowałam ponczu na bazie ichniejszego rumu. Oprócz słodyczy mango i pomarańczy były nutki cynamonu i anyżu a na zakończenie pozostawał w ustach smak prawdziwej wanilii, boskie! Ponieważ temperatura w pomieszczeniu niewiele odbiegała od tej tropikalnej, rum szybko parował zostawiając po sobie bordowe policzki i błogostan na twarzy.
Ponieważ przyszło mi spróbować wielu wspaniałości, którym nie mogłam się oprzeć, sprzedawcy też byli uroczy,wróciłam do domu z czterdziestoma kiełbaskami ( ale są malutkie) w czterech smakach ( z dodatkiem koziego sera, orzechów, chorizo i naturalnym), wspaniałym kawałkiem parmezanu i sosem krówkowym.
Razem z Biną oglądałam też przeróżne zwierzaki, głównie krowy, ale jakieś takie duże i zupełnie nie łaciate, z jednym wyjątkiem. Najokazalszy byk, który zaszczycił swą osobą Salon waży 1691 kg! Nie wiem, czy to normalne, ale zaczęłam się zastanawiać czy mamuty naprawdę wyginęły czy tylko wyliniały.
Większość zwierząt urocza jak np. maskotka salonu, 7-o letnia krówka Bella, której podobizna znalazła się na plakatach reklamowych, biletach, torbach na zakupy i sama nie wiem na czym jeszcze.
Był jednak urodowy wyjątek. Dziewczyny, jeśli któraś ma kompleksy na punkcie własnego siedzenia to popatrzcie uważnie!
Lekarstwo na wszelkie kompleksy!
Subskrybuj:
Posty (Atom)












